„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.I zawsze im wierzyłam.Do dziś.Teraz wszystko się zmieniło.Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?
_____________________________________________________
Stany Zjednoczone, Portland, niedaleka przyszłość.
Miłość została zakwalifikowana do szczególnie groźnych i śmiertelnych chorób. Ludzie żyją ogarnięci paniką przed tą straszna chorobą, owszem istnieje remedium, zabieg uwalniający od miłości i wszelkich związanych z nią uczuć, ale nie można go wykonać, przed osiemnastymi urodzinami. Żeby uchronić młodych ludzi przed chorobą, rząd wprowadził segregację płci, godzinę policyjną oraz rygorystyczne kary za złamanie którejkolwiek z zasad „Księgi szczęścia, zdrowia i zadowolenia”. W świecie bez uczuć i bezwzględnego posłuszeństwa, żyje siedemnastoletnia Lena. Przed nią ostatnie wolne i radosne lato, gdyż już niedługo zostanie poddana zabiegowi, na co czeka z wielką niecierpliwością. Póki co dziewczyna cieszy się chwilami spędzonymi z szaloną przyjaciółką Hanną, które pozwalają zapomnieć o dramacie, który spotkał jej ogarniętą szaleństwem miłości mamę. Lenę wychowuje pozbawiona wszelkich uczuć ciocia (efekt zabiegu), w charakterystyczny dla siebie sposób próbuje dodać otuchy dziewczynie, jednak Magdalena, bo takie jest prawdziwe imię nastolatki, pamięta jak przez mgłę, matczyny dotyk, pieszczotę i jej ostatnie słowa „Kocham Cię. Pamiętaj. Tego nie mogą nam odebrać”. Strach przed chorobą powoduje w niej paniczny lęk, jednak wspomnienie szczęśliwych chwil jest dla niej wytchnieniem, radością i … tęsknotą. Kiedy Lena poznaje Alexa – outsidera, jej spojrzenie na otaczającą rzeczywistość zacznie się zmieniać, a miłość zakwitnie feerią barw.
Moje pierwsze spotkanie z Lauren Oliver uważam za bardzo udane. Jestem wręcz oczarowana powieścią i już teraz mam ogromną ochotę zatopić się w następnych tomach trylogii. Pierwszoosobowa narracja, bogaty język, bardzo przyjemny w odbiorze styl pisania i przede wszystkim oryginalny pomysł. To dzięki koncepcji autorki - miłości postrzeganej jako choroby - pokochałam Delirium. Przyznam, że po zapowiedziach książki bardzo byłam ciekawa jak Oliver przedstawi wizję przyszłości bez miłości. Wyszło znakomicie.
„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz